
>>Tytuł:Epilog
>>Data:sobota, 1 marca 2008
>>Godzina:15:37:51
>>
komentarze [8]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Harry:
" - To wszystko wydarzyło się zbyt szybko, nie do końca tak, jakbym chciał. Owszem, pokonaliśmy Voldemorta i tak dalej... Pokłóciłem sie z Natalie i oczywiście zerwaliśmy. Myślę, że nadal będziemy się chociaż przyjaźnić. Poszło o Ginny, ale nie tylko. Od początku wiedziałam, że Natalie nie będzie Ginny. Przez ten krótki czas nawet myślałam, wydawało mi sie, ze ją kocham. Że kocham je obie na raz. Dobrze, że sie tak stało, bo teraz wiem, że to była pomyłka. Nie przejąłem się zbytnio tym, że całowała się z Ronem, gdy jeszcze byliśmy razem. Jemu też nie mam tego za złe. Mam bardzo dziwny nastrój od czasu śmierci Lupina, Tonks, Freda i wszystkich tych, którzy zginęli. To mogło wydarzyć się sie zupełnie inaczej... Jednak wiadome było to, że przy ostatnim starciu nie obejdzie sie bez rozlewu krwi..."
Latem 1998 roku razem ze swoimi wiernymi przyjaciółmi pokonał Voldemorta. W czasie wakacji 1999 roku oświadczył się Ginny. 25 Czerwca 2000 roku wzięli ślub. Rok później po raz pierwszy został ojcem. Zamieszkał w pięknym, dużym domu niedaleko Londynu. Dostał Order Merlina Pierwszej Klasy za specjalne zasługi dla świata czarodziejów. Ukończył Akademię Aurorów, wielokrotnie proponowano mu stanowisko Ministra Magii. Zmarł, mając 79 lat. Został pochowany na Cmentarzu Zasłużonych na hogwardzkich błoniach, obok wszystkich tych, którzy polegli w Ostatnim Starciu.
Hermiona:
" - To dziwne uczucie pomyśleć, że prawdopodobnie nigdy nie wrócę już do Hogwartu. Tu spędziłam najciekawsze chwile swojego życia, poznałam moich przyjaciół. Szkoda mi tego, bo wiem, że teraz nasze drogi w pewnym stopniu się rozejdą. Najważniejsze jest przecież to, że pokonaliśmy Voldemorta! Jego zwolennicy już siedzą zamknięci w celach Azkabanu, które znowu jest strzeżone przez dementorów. Miejmy nadzieję, że nieprędko pojawi się sie ktoś tak potężny i zły jak Tom Riddle..."
Latem 1998 roku przyłączyła się do pokonania Voldemorta. Trzy lata później ukończyła Akademię Aurorów z wyróżnieniem. Dostała pracę w ministerstwie Magii i po niedługim czasie mianowano ją szefem Biura Aurorów, a także członkiem Wizengamotu. Jesienią 2002 roku zaręczyła się z Ronaldem Weasleyem. Wzięli ślub 18 maja 2003 roku i zamieszkali w pięknym domu na uboczach Londynu. Została matką dwójki dzieci: Rose i Hugona. W roku 2010 wydała swoją pierwszą książkę pt. Praktyczne zastosowanie magii obronnej
. Odznaczona Orderem Merlina Drugiej Klasy zmarła w wieku 86 lat, doczekawszy się gromadki wnucząt. Została pochowana na Cmentarzu Zasłużonych.
Ronald:
- Dziwne, że to wszystko skończyło się właśnie tak. Zawsze Ostatnie Starcie z Voldemortem wyobrażałem sobie zupełnie inaczej. Widać, jak bardzo się myliłem Jest mi dziwnie, dziwnie się czuje, bo wiem, że nigdy już nie wrócę do Hogwartu. Ciężko mi się z tym pogodzić. W dodatku nie mam żadnych planów na przyszłość. Cały czas uważałem, że życie samo mi się ułoży. Wiele rzeczy nie stało się tak, jak powinno. Bo wszyscy mają cel w życiu, tylko ja nie. Mam ochotę użyć wygaszacza i móc w spokoju pomyśleć. Chciałbym zostać sam, bo jestem na rozstaju dróg i muszę się sam z tym wszystkim uporać..."
Latem 1998 roku razem ze swoimi przyjaciółmi pokonał Voldemorta. Dostał Order Marlina Drugiej Klasy. Poszukując upragnionego celu w życiu wyruszył w wyprawę po świecie. Wrócił dwa lata później, uświadamiając sobie, że wreszcie wie, czego chce. Celem okazała sie być Hermiona. Zaręczyli się, w 2003 roku wzięli ślub. Wiedział, że dopiero teraz jest szczęśliwy. Pracował w Departamencie Komunikacji. Został szczęśliwym ojcem dwójki dzieci. Zawsze o tym skrycie marzył. Spotkała go tragiczna śmierć w wieku 67 lat. Jego ciało zostało złożone na Cmentarzu Zasłużonych na błoniach Hogwartu.
Ginny:
" - To wszystko jest dla mnie takie niepoukładane, takie mętne i niepewne... Mimo wszystkiego, co się wydarzyło cieszę się, bo wiem, że tak musiało być. Wreszcie będę mogła być z Harry'm. Bez żadnych przeszkód. Gdy pomyślę sobie, że żebyśmy my mogli być szczęśliwi, musiało zginąć tyle osób... Nie mogę przecież też nagle zapomnieć o Fredzie. Jak byłam mała, zawsze razem z Georgem mi dokuczali. Nie jeden raz doprowadził mnie do płaczu. Później bardziej się z nim zżyłam. To on pocieszał mnie, gdy wyszła na jaw sprawa z Komnatą Tajemnic. Zazwyczaj obracał wszystko w żart i to była jego wielka zaleta... Chciałabym, żebym mogła wreszcie przestać o tym wszystkim myśleć. Ale nie zapomnieć. Tego nigdy nie uda mi sie osiągnąć."
Brała udział w walce z Voldemortem i jego sprzymierzeńcami, w której straciła brata. W roku 1999 skończyła Hogwart. Przez wiele lat była zakochana w Harry'm, ale dopiero w piątej klasie poznała, co to naprawdę jest miłość. W czasie wakacji, zaraz po skończeniu szkoły, przyjęła oświadczyny Harry'ego. Rok później wzięli ślub. Kochali się nawzajem. Owocem ich małżeństwa była trójka dzieci: Lilianna Ariana, James Fred i Albus Severus. Każde z nich było na swój sposób wyjątkowe, tak jak wyjątkowe były osoby noszące te imiona wcześniej. Lilianna Potter, Ariana Dumbledore, James Potter, Fred Weasley, Albus Dumbledore i Severus Snape. To były ich wspólne priorytety. Chcieli być dobrym małżeństwem jak Potterowie, odważni jak Fred i Snape, mądrzy jak Dumbledore. Jedyną niewiadomą stanowiła dla nich Ariana. Ginny umarła, mając 75 lat. Doczekała się wielu wnucząt. Dołączyła do swojej rodziny i znajomych na Cmentarzu Zasłużonych. Została odznaczona Orderem Merlina drugiej Klasy.
Natalie:
" - Co ja tutaj robię? Co ja robię w tej szkole? Moje miejsce jest w Beauxbatons... Dopiero teraz uświadomiłam sobie naprawdę, jak bardzo tęsknie za moimi znajomymi, przyjaciółmi, za Fleur i Arawis. Straciłam cel w życiu. Nic nie ma dla mnie sensu. Ja naprawdę kochałam Harry'ego! Ci wszyscy ludzie, którzy zginęli... Są mi obcy. W większości ich nawet nie znałam. Jeszcze tylko kilka dni i bez żadnych skrupułów będę mogła wyjechać do Francji. Czuję się rozbita wewnętrznie..."
Latem 1998 roku, zaraz po Ostatnim Starciu, wyjechała do Francji. Zamieszkała w centrum Paryża ze swoją przyjaciółką Arawis. Trzy lata później spotkała swoją wielką miłość - Chrisa Allena. Wspólnie przeprowadzili się do Manchesteru i zamieszkali w luksusowej willi na przedmieściach. 27 lipca 2002 roku wzięli ślub. Mieli razem dwójkę dzieci - urocze bliźniaczki April i Summer. Po 72 latach dołączyła do poległych hogwartczyków na Cmentarzu Zasłużonych.
Zapraszam tutaj. Tam się przeniosłam. Jeszcze raz bardzo wam wszystkim za te półtorej roku, przez które byłam z wami i za te piętnaście rozdziałów, które udało mi się napisać.
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Do widzenia!
>>Data:wtorek, 19 lutego 2008
>>Godzina:15:10:21
>>komentarze [1]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Długo zbierałam się, żeby to napisać... I w końcu... Odchodzę. Zostawiam was tutaj, możecie sobie poczytać, o ile w ogóle moje opowiadanie było tego warte. Początek był bardzo mętny, dopiero później zaczęłam sensowniej (chyba) pisać. Jednak na początku tak namieszałam, że później niektórych rzecz nie dało się odkręcić... Tak powstało nowe opowiadanie. Też o Hogwarcie. Zapraszam tutaj. Dodam jeszcze krótki epilog, ale nie teraz. Teraz nie mam nawet siły, żeby myśleć. Żal mi odchodzić, ale cóż. Życie jest ciężkie, zawsze to powtarzam.
Chciałam podziękować dwóm osobom:
- Klaudi z kate-marks, która była ze mną od początku do końca, czytała wszystkie moje denne wypociny:P
- Selenie z losy-doroslej-hermiony za to, że tak pięknie pisze, i za to, że nie odeszła, mimo próby:D
Dziękuję również wszystkim moim czytelnikom, o ile tacy w ogóle byli.
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział XV-Ona i On
>>Data:piątek, 18 stycznia 2008
>>Godzina:19:23:14
>>komentarze [16]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
W poprzednim rozdziale
-Ale Harry… Wiesz, jaki to jest drogi prezent? Nie mogę go przyjąć, to byłoby nie w porządku…
-Nie ma mowy-przerwał mi. –Uważasz, ze ja będę w niej chodzić, jak ty jej nie weźmiesz?-uśmiechnął się.
-Jak chcesz. Ale…
-Nie słucham żadnych „ale”.
-A więc…dziękuję.
Nie spodziewałam się takiego prezentu. Byłam trochę oszołomiona.
-Tylko tyle?-usłyszałam. W nagrodę dostał buziaka. Byłam szczęśliwa, jak nigdy w życiu…
Mimo że do Bożego Narodzenia pozostały jeszcze dwa dni, to Wielka Sala została już ozdobiona dwunastoma ogromnymi choinkami przyniesionymi jak zwykle przez gajowego Hagrida. Z góry padał na wszystkich śnieg mieniący się wszystkimi kolorami tęczy. W zamku pozostało dużo więcej uczniów niż zazwyczaj, zapewne z powodu zbliżającego się Balu. Dziewczyny chodziły bardzo podekscytowane licząc, że któryś chłopak je wreszcie zaprosi. Kilka dni przed przerwą świąteczną jedna z nich podeszła do Harry’ego i jąkając się zapytała, czy z nią pójdzie. Nie był to jedyny taki przypadek. Od tamtego zdarzenia Harry wolał spędzać przerwy w toalecie lub w dużym gronie znajomych, gdzie zajście takiej sytuacji było bardzo ograniczone. Zawsze dziwiłam się jak on to wszystko znosi: szepty na swój temat, fałszywe opinie w gazetach, nieustająca krytyka wszystkiego, co robi… Może przez te lata już się przyzwyczaił?
***
Po lunchu mieliśmy zamiar jeszcze raz wyjść do Hogsmeade. Na dworze było jednaj jeszcze zimniej niż wczoraj i sypał śnieg. Harry i Hermiona stwierdzili, ze oni wolą zostać w zamku, bo nie mają zamiaru już nic kupować. Ron tyko przebąkiwał, że musi znaleźć coś dla Ginny, swojej siostry. Poszliśmy razem. Przeszliśmy przez kontrolę woźnego Filcha i wyszliśmy na zaśnieżone błonia. Wyglądały ślicznie; drzewa otulone białym puchem, zamarznięta tafla jeziora, białe wzgórze u kresu widnokręgu. Ron milczał. Czułam się bardzo dziwnie, byłam trochę zakłopotana. Rzadko się w ogóle do mnie odzywał, ja jestem chyba zbyt nieśmiała, żeby zrobić coś w tym kierunku. Na początku, jeszcze we wrześniu zachowywał się w stosunku do mnie dość sceptycznie. Rozwaliłam ich przyjaźń, doskonale o tym wiedziałam.
-Ron?-zapytałam. –Czy ty może jesteś na mnie o coś zły?
-Nie, czemu tak myślisz?
-Tak myślę. Po prostu tak mi się wydaje w pewnych momentach, na przykład takich jak przed chwilą…
-Może ci się tylko wydaje? Gdzie idziemy najpierw?-zapytał.
-Muszę kupić coś Harry’emu. Pomożesz mi wybrać?
-Jasne.
Weszliśmy do jakiegoś sklepu. Zaczęłam się rozglądać za sensownym prezentem. Na półkach stało bardzo dużo dziwnych rzeczy nieznanego zastosowania. Nie miałam pojęcia, co mogłabym mu kupić.
-Co myślisz o tym?-powiedziałam pokazując Ronowi scyzoryk w kolorowym opakowaniu.
-Chyba już taki ma.-odparł.
Po dwudziestu minutach poszukiwań znalazłam książkę oprawioną w czarną skórę, która od razu przyciągnęła moją uwagę. W środku była zupełnie pusta, jedynie z tyłu ktoś wygrawerował złote litery:
”To magiczna Księga Słów, odczytać ją może tylko właściciel. Pisana słowo po słowie, myślą i atramentem.”. Zaintrygował mnie ten tekst. Włożyłam ją do koszyka. Kupiłam jeszcze gryzący kubek ze słowami >>I love you, Harry<< i butelkę ognistej Whisky. Może to trochę dziwny prezent, pomyślałam nagle.
-Może pójdziemy jeszcze się czegoś napić?-zapytał mnie Ron po wyjściu ze sklepu.
-OK.
Na dworze było już całkiem ciemno. Z nieba nadal padał śnieg. Zajęliśmy stolik obok kominka. Podeszła do nas Madame Rosmerta.
-Co dla was, kochaneczki?-zapytała.
-Dwa kremowe piwa poprosimy.
Po chwili wróciła z tacą. Wypiliśmy zawartość kufli w milczeniu. Nic specjalnego. Było tu tak ciepło, że żadnemu z nas nie chciało się jeszcze wracać do szkoły. Zamówiliśmy kolejne piwo. Ron wypił je „duszkiem”. Zrobił się dziwnie ośmielony, co chyba było spowodowane kremowym piwem. Zaczął coś opowiadać. O tym, że jak był mały to prawie wszystkie rzeczy miał po starszych braciach, nawet różdżkę. Kiedy ją połamał lecąc do szkoły zaczarowanym fordem Anglia (razem z Harry’m), mama wysłała mu wyjca. Musiał otworzyć go w Wielkiej Sali. Czuł się wtedy bardzo poniżony. Jego ukochanym zwierzątkiem był szczur Parszywek, który okazał się być jednym z przyjaciół rodziców Harry’ego i jednocześnie poplecznikiem Voldemorta. Nigdy do tej pory tego nie udowodniono, bo szczurek uciekł. Bardzo ubolewał nad tą stratą. Po jakimś czasie zmienił trochę charakter: opowiedział o prezencie, który Harry dostał kiedyś na Boże Narodzenie. Było to pudełko z białymi, obślizgłymi robalami. Dziwnie się czułam siedząc tu i słuchając tego wszystkiego. Nagle wstał i poszedł w stronę baru. Wrócił z dwoma szklaneczkami brandy.
-Proszę-powiedział.
Ze szklanek lekko się dymiło. Ron upił łyk, poszłam za jego przykładem. Po całkowitym opróżnieniu zrobiło się trochę weselej. Rozmawialiśmy o szkole, o Hermionie, Harry’m, Lavender Brown-byłej dziewczynie Rona. Dopiero teraz dostrzegłam w nim przyjaciela. Cichy, opanowany, opiekuńczy. Nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam. Jemu z pewnością mogłabym powiedzieć o tym, co mnie dręczy. Dobrze nam się razem rozmawiało. Opowiadał teraz dowcip o dwóch blondynkach. Śmialiśmy się razem. Było tak przytulnie, tak… romantycznie… Nachylił się do mnie. Mogłam policzyć jego wszystkie piegi. Pocałował mnie. Nie odmówiłam. Oddałam pocałunek jeszcze goręcej niż on. Dopiero później zastanowiłam się, co ja robię. W moim sumieniu trwała zażarta walka.
Przecież to jest najlepszy przyjaciel Harry’ego!
Ale Harry przecież o niczym się nie dowie…
Ale Ron to tez mój przyjaciel!
To co z tego? Każdemu należy się chwila zapomnienia.
Na tym się skończyło. Wolałam nic nie myśleć i oddać się biernie tej sytuacji. Patrzyłam w te jego brązowe oczy.
-Ron?-szepnęłam.
-Cii-uciszył mnie. –Przecież nikt nie musi o tym wiedzieć-odparł.
Siedzieliśmy w milczeniu, ale teraz było zupełnie inaczej.
-Lepiej już chodźmy-powiedziałam.
Ron uregulował rachunek i wyszliśmy na zaśnieżoną ulicę. Padał śnieg. Drzwi domów były przystrojone wieńcami z ostrokrzewu. W pewnej chwili Ron złapał mnie za rękę.
-Mogę jeszcze raz?-spojrzał się na mnie błagającym wzrokiem. –Proszę…
-Pomyślałeś o tym, co będzie, gdy Harry się dowie…?
Nie czekał, aż dokończę zdanie. Pocałował mnie znowu. A ja znowu się poddałam… Była tak zdumiona tym, co robi i co zrobił, że do mojego mózgu nie dotarła informacja: „Nagły sprzeciw!”. Serce waliło mi szybciej.
-Jesteś chyba najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkałem.
Zamurował mnie. Spłonęłam ognistym rumieńcem.
-Zapomnijmy o tym-poprosiłam.
-Ja nie zapomnę tego, co do ciebie czuje.
-Ron, kocham Harry’ego, ale całuje się z tobą. Nie uważasz, że to jest trochę nie w porządku?
-Przepraszam. Nie powinienem.
-Ron, wiedz, że nie jesteś mi obojętny. Nie masz za co przepraszać.
Po kilku minutach byliśmy już przy bramie do szkoły. Spojrzałam w rozgwieżdżone niebo. Kiedyś stałam tu z Harry’m… Śnieg sypał mi prosto w twarz. Weszliśmy do środka. Sala Wejściowa była cała zabłocona. Woźny Filch będzie miał kolejny powód do posiadania złego humoru. Wspięliśmy się po schodach do Pokoju Wspólnego.
-Hasło?-zapytała Gruba Dama.
-
Amortencja.
Przeszliśmy przez dziurę pod portretem.
-Wreszcie jesteście-powiedziała Hermiona na nasz widok. Próbowałam zachować niezmieniony wyraz twarzy.-Zaczynałam się już o was martwić. Ile można siedzieć w sklepie…
-Niepotrzebnie-odpowiedziałam.-A gdzie Harry? I dlaczego tu jest tak pusto?
-Wszyscy poszli na kolację.
-A ty?
-Czekam na was.
-Idź beze mnie. Nie jestem głodna.
-Ja też nie-dodał Ron, kierując się w stronę dormitorium chłopców.
-Co w nich wstąpiło?-usłyszałam, jak Hermiona mówi do miejsca, w którym przed chwilą staliśmy.
Nasze dormitorium było puste. Zdjęłam płaszcz i rzuciłam go na krzesło. Siadłam na łóżku. Poczucie winy paliło Mie w gardle. Było mi ogromnie głupio. Jak ja mu spojrzę teraz w oczy? Miałam wyrzuty sumienia. Co ja mam zrobić? Rozpakowałam rzeczy z torby.
Co ja zrobiłam? Dlaczego??? Wszystko mogło być teraz inaczej… Jak mogłam zapomnieć…? Położyłam się na łóżku. Łzy zaczęły spływać po moim policzku. Płakałam nad własną głupotą.
Nie! Muszę się jakoś pozbierać, zanim przyjdzie Hermiona, Parvati i Lavender! Nie mogą mnie takiej zobaczyć. Rozłożyłam bezczynnie ręce. Wygrzebałam z walizki blok do rysowania i kredki. Naszkicowałam mojego ulubionego pluszaka. Zawsze wysłuchiwał wszystkich moich smutków, teraz leżał w domu, zapomniany przez wszystkich.
Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Czy Ron mnie tylko dlatego pocałował, ze był pod lekkim wpływem alkoholu? I co miały znaczyć słowa, które wypowiedział? Czy naprawdę coś do mnie czuje? A może teraz siedzi i nabija się ze mnie? Nie, nie mogę tak myśleć, on taki nie jest.
To by było na tyle. To był chyba najdłuższy rozdział, jaki kiedykolwiek napisałam
. I muszę chyba zmienić ten paskudny szablon własnej roboty. Jest jak domowe wypieki Hagrida. Mam teraz ferie i więcej czasu na pisanie. Powstał już początek kolejnego rozdziału;) Dziwię się, w ogóle, ze nowy już jest;) Pozdro*) Nie, to chyba nie tak:* Do zobaczenia wkrótce!
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział XIV-Zakupy
>>Data:czwartek, 3 stycznia 2008
>>Godzina:15:30:35
>>komentarze [9]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Notka dedykowana komuś, kto czyta/czytał moje denne opowiadanie.
W poprzednim rozdziale
-Idziemy wreszcie?-zapytała Hermiona.
-Jasne. Ale jak to jest możliwe?-próbował wrócić do tematu Harry.
-Normalnie. Bardzo niewiele osób jednak wie o tym eksperymencie. I lepiej niech tak zostanie. Chociaż może teraz nie ma to już takiego znaczenia... Prawie wszystko zostało zniszczone, oprócz nas...
-Jak za chwile nie zejdziemy na dół to możemy się pożegnać z wyjściem gdziekolwiek... -powiedział Ron. W Sali Wejściowej stało jeszcze tylko kilka osób. Po chwili wychodziliśmy już na zaśnieżone błonia. Otulając się szczelnie płaszczami, przemierzaliśmy drogę do Hogsmeade.
-Tak właściwie, to gdzie chcecie iść?-zapytał Harry.
-Ja muszę iść do The Clothes World-powiedziałam.
-Ja chyba też-dodała Hermiona. -Dobrze, że wreszcie otworzyli tu jakiś sklep z szatami.
-Nie macie szat wyjściowych, czy co?-zapytał Ron.
Obie pokręciłyśmy głowami.
-Chodźmy.
Sklep w niczym nie przypominał zacisza Madame Malkin. Był podobny do mugolskich sklepów ze zwykłymi, mugolskimi ubraniami. Znajdował się na samym końcu głównej ulicy. Po chwili byłyśmy już w środku. Rzadko miałyśmy okazję chodzić razem na zakupy. Podeszłyśmy do pierwszych pólek. Po przymierzeniu kilku, albo nawet kilkunastu kreacji, każda z nas wreszcie znalazła coś dla siebie. Po momencie radości miny nam nieco zrzedły, gdy popatrzałyśmy na ceny. Hermiony kosztowała prawie 400 galeonów, a moja 550! Ze zrezygnowaną miną podeszłam do półki, aby odłożyć sukienkę.
-Co ty wyprawiasz?-prawie krzyknał Ron.
-Dlaczego ją odkładasz?-dodał Harry. -Było ci w niej tak ładnie!
-Harry, czy ty wiesz, ile ona kosztuje?
Szkoda mi było tej sukienki. Taka ładna była...
-Kupujesz swoją?-zapytałam Hermiony.
-Chyba tak. Nie jest taka bardzo droga.
-Było ci w niej tak ładnie…-usłyszałam od Rona.
-Może jutro jeszcze czegoś poszukam, a na razie chodźmy się czegoś napić.
Naprawdę chciałam mieć tą sukienkę! Niestety mój mały budżet na to nie pozwolił i stukał się po czole, robiąc głupie i nieprzyzwoite miny. Hermiona zapłaciła i poszliśmy w stronę Trzech mioteł. Siedliśmy sobie przy stoliku, pijąc kremowe piwo.
-Wiecie co? Pierwszy raz poczułem się wolny. Zawsze chciałem napić się Ognistej Whisky-powiedział Ron, po czym wstał i skierował się w stronę Madame Rosmerty.
Po pół godziny wyszliśmy na zaśnieżoną ulicę.
-To gdzie teraz idziemy?-zapytałam.
-Ja muszę iść na pocztę…-powiedziała Hermiona.
-Chciałem zobaczyć coś u Zonka. To może spotkamy się tu za godzinę?
-Jasne.
Razem z Hermioną skierowałyśmy się w stronę poczty. Wyjęła z torby jakąś paczkę, zapłaciła za sowę i wysłała ją. Weszłyśmy później do malutkiej księgarni. Chciałam kupić coś Harry’emu. Rozejrzałam się i w oczy wpadł mi stos książek pt.Historia Quidditcha, czyli jak było i jest”. Wzięłam jedną. Dla Hermiony kupiłam ”Obrona magiczna i jej praktyczne zastosowanie”. Nad prezentem dla Rona zastanawiałam się najdłużej. Nigdy nie widziałam, żeby czytał jakąś książkę oprócz szkolnych podręczników i innych, które przeczytać musiał. Poszłyśmy jeszcze do Miodowego Królestwa. Kupiłam pudełko słodyczy dla Rona i Arawis. Udałyśmy się ponownie do Trzech Mioteł. Pod barem stali już Harry i Ron.
-Cześć, macie wszystko?-zapytał Harry, biorąc mnie za rękę.
-Chyba tak-odpowiedziałam.
***
Część pierwszego wolnego popołudnia spędziliśmy na odrabianiu prac domowych. Chciałam zrobić to teraz, a potem mieć już naprawdę wolne. Siedzieliśmy sobie w Pokoju Wspólnym, słuchając skrobania piór i trzaskania ognia w kominku. Harry wstał i wszedł po schodach do dormitorium.
-O kurcze!-krzyknął Ron. –Zapomniałem wysłać mamie…! Macie kawałek…
Podsunęłam mu pergamin i pióro.
-Dzięki. Wyskrobał kilka słów i pobiegł do sowiarni. Chwilę później ze spiralnych schodów zszedł Harry z torbą. Ze sklepu The Clothes World.
-Proszę, to dla ciebie-powiedział, wyciągając torbę w moim kierunku.
-A co to jest?-zapytałam, zdziwiona.
-Sama zobacz.
Wiec zobaczyłam. Była tam sukienka za 550 galeonów, którą przymierzałam w sklepie.
-Ale Harry… Wiesz jaki to jest drogi prezent? Nie mogę go przyjąć, to byłoby nie w porządku…
-Nie ma mowy-przerwał mi. –Uważasz, ze ja będę w niej chodzić, jak ty jej nie weźmiesz?-uśmiechnął się.
-Jak chcesz. Ale…
-Nie słucham żadnych „ale”.
-A więc…dziękuję.
Nie spodziewałam się takiego prezentu. Byłam trochę oszołomiona.
-Tylko tyle?-usłyszałam. W nagrodę dostał buziaka. Byłam szczęśliwa, jak nigdy w życiu…
Wróciłam. Sama dziwie się, dlaczego. Ale tak. I już. Nie pisałam bardzo długo, zajęłam się tworzeniem nowego opowiadania i byłam już prawie całkiem pewna, że przerwę na zawsze pisać to. Ostatnio to życie mnie całkiem przytłacza, wiec nie licznie na super rewelacje… Czekam na wasze komentarze!:) Happy New Year=]
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:
>>Data:poniedziałek, 10 grudnia 2007
>>Godzina:17:38:08
>>komentarze [1]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
eh...będę dopiero gdzieś po nowym roku. Pzdr.
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział XIII-Opowieść Natalie
>>Data:wtorek, 9 października 2007
>>Godzina:16:20:08
>>komentarze [19]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
W poprzednim rozdziale
-A ty, Ron?
-No, więc… ee …ja idę… ee…Hermiona pójdziesz ze mną?-wydusił z siebie w końcu.
-Dobra-odpowiedziała trochę zmieszana.
Myślałam, że będzie Hermiona jej tajemniczy Krukon, ale Hermiona i Ron? Może pójdą razem tylko na Bal?
-Moja mama zaprasza was wszystkich na Święta do nas do Francji.
W pokoju wspólnym zostaliśmy tylko my. Wszyscy porozchodzili się już do swoich dormitoriów.
-Chyba pójdę już spać... Dobranoc-powiedziałam, wstając z fotela. Ledwo idąc zaczęłam wchodzić po schodach. Widziałam jeszcze jak Harry uśmiechnął się porozumiewawczo do Rona i też wstał. Byłam już prawie na górze, gdy usłyszałam jego głos.
-Natalie.
Odwróciłam się i zeszłam do niego. Staliśmy na pierwszym stopniu. Przytuliłam się do niego. Pocałował mnie. Nie wiem, ile czasu tam staliśmy. Może minęło kilka sekund, minut, godzin... Potem szepnął >>Dobranoc<< i zszedł na dół, a ja weszłam z powrotem na górę.
Jesteśmy razem. Jak to dziwnie brzmi. Dobrze, ze byłam wtedy na tyle uparta, żeby całkowicie wyperswadować mu wszystkie niepotrzebne złudzenia. Dotarło do niego, że będę walczyć razem z nim... Chyba na prawdę go kocham... =) Mój mały świat po raz kolejny przewrócił się do góry nogami... Ale to chyba dobrze, przynajmniej teraz... W życiu przecież potrzebne są zmiany... Zastanawiałam się, jaki sens ma to moje życie w ogóle ma. Ciągle jakoś go nie mogłam odnaleźć. Nie wiem nawet, co dokładnie chciałabym robić w przyszłości. Mogłabym być ... uzdrowicielką ... albo ... łamaczem klątw ... albo ... pracować dla Gringotta ... albo być aurorem? Mogłabym pracować za granicą... W końcu znam dwa języki: angielski i francuski. Francuskiego musiałam się nauczyć, bo jest wymagany w Akademii Beauxbatons. Z rozmyślań wyrwała mnie wchodząca do dormitorium Hermiona.
-Harry zmienił zdanie?-zapytała, widząc mnie z kamienną miną na twarzy. Uświadomiłam sobie, ze już chyba od kilku minut stoję w tym samym miejscu.
-Nie, czemu...?
-Tak się tylko pytam... Miałaś taki dziwny wyraz twarzy...
-Bo, wiesz... Zastanawiałam się nad tym, jaki sens ma moje życie... Dzisiaj rano, gdy wchodziłam do Wielkiej sali, to nagle zabłysło jakieś światło, chyba tylko w mojej głowie, a później, nagle, zaczęłam lepiej słyszeć i widzieć... Przez chwilę ogarnęło mnie uczucie, ze z łatwością pchnęłabym na ziemię jakiegoś goryla, jak Crabbe czy Goyle...
Byłam pewna, ze Hermiona będzie doskonale wiedzieć, dlaczego tak się stało.
-Może ktoś cię zaczarował, albo coś?
-Hermiona, jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wiesz... -uznałam, ze nadeszła wreszcie chwila, żeby powiedzieć jej całą prawdę. -Czy ktoś mówił ci kiedyś ktoś, dlaczego jesteśmy aż tak bardzo do siebie podobne?
-Dlatego, że jesteśmy bliźniaczkami?
-Niestety nie. Dlatego, że ja zostałam stworzona z twojego DNA. Jacyś naukowcy próbowali stworzyć człowieka z czyjegoś DNA. Zaproponowali twoim rodzicom, żeby zaraz po twoim narodzeniu skopiować od ciebie zapis wszystkich genów. Udało im się. Ale jeden z naukowców tajnego laboratorium sprzeciwił się tym badaniom, mówiąc, że to przyniesie światu zgubę. Miał rację. Dlatego większość klonów została ... zabita. Całe laboratorium wysadzono w powietrze. Ktoś zdążył nas uratować, poświęcając prawdopodobnie życie... To było dokładnie tydzień po twoich narodzinach. Do dzisiaj nikt tak na prawdę nie wie, co tam się stało.
Wyrzuciłam z siebie wszystko, co miałam na sumieniu. Od razu poczułam się lepiej. Zapadła cisza.
-Jesteś zła, że ci wcześniej nie powiedziałam?-zapytałam.
-Mogłaś chyba zrobić to wcześniej... Nie ukrywam, ze to dla mnie duży szok... A co z Harry'm, Ronem? Powiesz im?
-Chyba będę musiała...
***
-Nie mogę w to uwierzyć...-powiedział Harry.
Siedzieliśmy w pokoju wspólnym. Był pierwszy dzień ferii zimowych. Uczniowie klas pierwszych, drugich i trzecich wyjechali. Większość starszych ludzi zeszła już na dół i miała zamiar wyjścia do Hogsmeade. Czyli stanąć w gigantycznej kolejce do Filcha, który dźgał każdego swoim czujnikiem tajności. Sprawdzał też, czy dana osoba ma pozwolenie na wyjście.
-Idziemy wreszcie?-zapytała Hermiona.
-Jasne. Ale jak to jest możliwe?-próbował wrócić do tematu Harry.
-Normalnie. Bardzo niewiele osób jednak wie o tym eksperymencie. I lepiej niech tak zostanie. Chociaż może teraz nie ma to już takiego znaczenia... Prawie wszystko zostało zniszczone, oprócz nas...
-Jak za chwile nie zejdziemy na dół to możemy się pożegnać z wyjściem gdziekolwiek... -powiedział Ron. W Sali Wejściowej stało jeszcze tylko kilka osób. Po chwili wychodziliśmy już na zaśnieżone błonia. Otulając się szczelnie płaszczami, przemierzaliśmy drogę do Hogsmeade.
Taa, wreszcie nowa notka. Przepraszam, ze tak długo, ale w zeszłym tygodniu miałam gdzieś 12 kartkówek! Jestem w drugiej klasie gimnazjum, a muszę się tyle uczyć, jakbym kurde była dużo dalej... Nie mam czasu gdziekolwiek iść, a co dopiero siedzieć przed kompem... Ale jakoś mi sie udało dzisiaj to przepisać... Pozdro for all:* Czekam na komenty:P
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział XII-Nadzieja ożyła
>>Data:niedziela, 26 sierpnia 2007
>>Godzina:14:53:44
>>komentarze [14]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
W poprzednim rozdziale
***
-Wiesz Nat, chyba będziemy musieli porozmawiać.
Siedzieliśmy wszyscy przed kominkiem w pokoju wspólnym. Nikomu nie chciało się odrabiać prac domowych zadanych przez nauczycieli, ale była to smutna konieczność.
-Może się przejdziemy?-zapytał.
Chce porozmawiać... Ciekawe, o czym? Ale on chyba nie chce zerwać? Nie po tym, jak myślałam, ze nie żyje i że to przeze mnie?! Chyba mi tego nie zrobi?!
Wzięliśmy płaszcze i po chwili byliśmy już na błoniach. Czekałam na to, co powie. Szliśmy dalej. A ja czekałam.
-Natalie… Muszę z tobą porozmawiać, bo… To, co się stało, już dawno minęło i… Kilka lat temu, Voldemort opętał siostrę Rona, Ginny, i sprowadził ją do Komnaty Tajemnic, tylko po to, żeby m mógł ja uratować i tym samym, żeby on mógł zabić mnie. Wtedy nic mnie z nią nie łączyło, prawie jej nie znałem, dla Voldemorta była zwykłym narzędziem… Kilka tygodni temu śmierciożercy znowu zaatakowali, ale im nie wyszło… Voldemort nie patrzy na to, ilu ludzi pozabija, zanim mnie dostanie… Nie wiem, czy powinienem ci o tym mówić, ale jest taka przepowiednia, która mówi, że żaden z nas nie może żyć, gdy drugi przeżyje. Co oznacza, że któryś z nas musi zostać zabity przez drugiego.
-Ale co to ma wspólnego ze mną?
-Jeszcze nie rozumiesz? Voldemort nie patrzy na to, ile osób pozabija. Zabił moich rodziców, ojca chrzestnego, wszystkich moich bliskich. Nie chcę, żeby następnym razem zabił ciebie!
-Harry, teraz mnie posłuchaj. Jeżeli będzie chciał zabić ciebie, to będzie musiał zrobić to najpierw ze mną. Myślisz, że pozwolę… Kocham cię, Harry i jeżeli będzie trzeba, to będę walczyć u twego boku, słyszysz?
***
-I na zakończenie powiedział tylko: Kocham Cię, Natalie
Siedziałam na swoim łóżku w dormitorium i opowiadałam właśnie Hermionie, to, co powiedział Harry, kiedy do pokoju weszły Parvati Patil i Lavender Brown.
-Która jest godzina?-zapytała Parvati, ziewając.
-Dziesiąta.
-Dzięki. A o czym tak rozprawiałyście, zanim weszłyśmy?
-O mnie i o Harry’m…
-Ooo, zapowiada się ciekawie, więc słuchamy-powiedziała Lavender, siadając na moim łóżku.
Powtórzyłam im całą historię, pomijają niektóre fragmenty, jak ten o przepowiedni.
-Wow-odezwała się Lavender po dłuższej chwili milczenia.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a potem poszłyśmy spać, wiedząc, że czekają nas jeszcze całe dwa dni lekcji.
***
Trzymając się za ręce weszliśmy do Wielkiej Sali na śniadanie. Nagle jakby mnie oślepiło. Błysnęło jakby światło, które po chwili zniknęło. Zaczęłam jakoś dziwnie widzieć. Lepiej. I słyszałam, co mówiły szeptem jakieś dziewczynki z pierwszej klasy! Ludzie dookoła nie zauważyli żadnego światła, niczego. Co ze mną jest? Bo to dziwne światło na pewno widziałam tylko ja. Czyli musiało być we mnie… Ale czemu widzę lepiej i lepiej słyszę? Do Harry’ego podszedł właśnie jakiś wysoki Puchon.
-Cześć, jestem Ernie McMillan z Hufflepuffu-przedstawił się mi.
-Eee… cześć.
-Miło cię poznać. Jesteś chyba w Hogwarcie dopiero od tego roku?
-Tak.
-Idziecie gołąbki?-zapytał Ron, wyszczerzając zęby w uśmiechu.
-Jasne.
-Już idziemy.
Zjedliśmy tosty i poszliśmy na dwugodzinną lekcję eliksirów. Po drodze zaczepiło nas jeszcze kilku ludzi, rozmawiających głównie z Hardym, pytających o jego zdrowie. Harry był popularny. Bardzo. Każdy go tu znał, dzięki bliźnie, zdolnościom i siły działania. Hermiona opowiadała mi, jak dwa lata temu założyli tajną grupę samoobrony, działającą pod nazwą Gwardia Dumbledore’a. Miała ona na celu nauczenie praktycznych zaklęć, głównie obronnych, ponieważ nauczycielka obrony przed czarną magią uznawała tylko zasady Ministerstwa Magii i uczniowie nie mogli używać zaklęć na jej lekcjach.
***
-Wreszcie wszystko wróciło do porządku codziennego-uśmiechnął się
Harry.
-A wiesz chociaż, co ci tak naprawdę było?-spytała Hermiona.
-Prawdopodobnie jeden ze śmierciożerców rzucił na mnie Zaklęcie Trwałej Śpiączki. Tylko jakoś nikt za bardzo nie wiedział, dlaczego akurat takie. McGonagall podejrzewa, ze miało trafić w ciebie-powiedział do mnie.
-To jest bardziej prawdopodobne-odezwał się Ron.
-Bo niby, po co śmierciożercy mieliby usypiać Harry’ego, skoro chcą go zabić?-zapytała Hermiona. Tu przyciszyła głos. –Ale i tak mieliście duże szczęście… Gdyby członkowie Zakonu nie przybyli na czas, to wolę nie myśleć, co by się stało…
Zapadła cisza. Po chwili odezwał się Ron.
-Z kim idziecie na Bal?
-Jaki Bal?-zapytał Harry.
-McGonagall organizuje Bal Bożonarodzeniowy w drugi dzień Świąt.
-Natalie, pójdziesz ze mną?
Jasne, że pójdę. Nie wiem, jak po tym wszystkim mogłabym się nie zgodzić…=)
-Jak chcesz, to mogę iść.
-Oczywiście, że chcę. A ty, Hermiona, z kim idziesz?
-Jeszcze z nikim…
-A ty, Ron?
-No, więc… ee …ja idę… ee…Hermiona pójdziesz ze mną?-wydusił z siebie w końcu.
-Dobra-odpowiedziała trochę zmieszana.
Myślałam, że będzie Hermiona Hermiona jej tajemniczy Krukon, ale Hermiona Hermiona i Ron? Może pójdą razem tylko na Bal?
-Moja mama zaprasza was wszystkich na Święta do nas do Francji.
Doczekaliście się=) Jak na mnie to naprawdę rekordowa odległość pomiędzy tymi dwoma notkami=) Ale postarałam się=) Tylko dla was=) Tydzień temu wróciłam, a za tydzień do szkoły... Nie chce mi się strasznie, ale co mogę zrobić... Jeszcze do tego te mundurki... Na szczęście krótko. Może jakoś to przeżyję=) Czekam na komy=)
P.S. Podziwiajcie szablon własnej roboty=)
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział XI-Nadzieja nie umarła
>>Data:wtorek, 31 lipica 2007
>>Godzina:19:41:53
>>komentarze [7]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
***
W pierwszy wolny weekend dostaliśmy pozwolenie na odwiedzenie Harry'ego. McGonagall załatwiła nam wejście do św.Munga na oddział zamknięty. Po zjedzeniu śniadania wyszliśmy z zamku w eskorcie McGonagall i Hagrida. Za bramą teleportowaliśmy się do Londynu. Doszliśmy do starego i zaniedbanego domu handlowego o nazwie "Purge & Dowse Ltd.", który podobno był zamknięty z powodu remontu. Tylko, że chyba od jakiś dziesięciu lat nikt tam nie wchodził. Na wystawie straszyły poniszczone i nadgryzione zębem starości manekiny. McGonagall podeszła do jednego, wyjątkowo brzydkiego i powiedziała, że przyszliśmy do Harry'ego Pottera. Manekin lekko ruszył głową, po czym wszyscy przeszliśmy przez szybę. Znaleźliśmy się w bardzo zatłoczonej izbie przyjęć. Siedziało tu już bardzo dużo różnych ludzi. Niektórzy mieli czajniki zamiast głów, innym powyrastały nowe kończyny, w miejscach, gdzie z pewnością nie powinny się znaleźć. Hagrid siadł między nimi, a profesor podeszła do czarownicy w recepcji.
-Przepraszam, gdzie mogę znaleźć Harry'ego Pottera?-zapytała.
-Pani z rodziny?
-Nie, jestem dyrektorem szkoły, do której chodzi.
-Piętro IV, oddział czterdziesty pierwszy, czwarte drzwi na lewo-powiedziała.-Następny!-dodała po chwili czarownica.
Weszliśmy na górę. Na drzwiach oddziału wisiała tablica z napisem: ODDZIAŁ SUSAN WOODRUFF-Klątwy, poważne uroki magiczne.
-Profesor McGonagall! Dzień dobry!-usłyszeliśmy głos z tyłu.
-Och, witaj Susan. Przyszliśmy do pana Pottera.
-Mam dla was dobre wiadomości. Obudził się następnego dnia po tym, jak się tu znalazł. Podaliśmy mu specjalne antidotum. Trzeba było od razu go tu przywieść, dziwię się tylko, dlaczego pielęgniarka mu od razu tego nie podała... Przypuszczamy, że ktoś rzucił na niego Zaklęcie Trwałej Śpiączki...
To wspaniale! Czułam, że stało się cos dobrego! Nie pomyślałabym jednak, że Harry się obudził...
-Możemy się z nim zobaczyć?-zapytałam.
-Tak, oczywiście.
Weszliśmy na oddział.
-Harry!-krzyknęła Hermiona. -Ty żyjesz! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy!- w tym momencie rzuciła mu się na szyję.
-Za chwilę mnie udusisz:)-powiedział.
Teraz ja podeszłam do niego i go uściskałam.
-Kocham Cię, Harry-szepnęłam. Po chwili dodałam już głośniej. -Co się stało po tym, jak straciłam przytomność?
-Nie pamiętam zbyt dużo-powiedział. -Z jednej strony biegli śmierciożercy. Ktoś krzyknął do mnie, żebym uciekał, chyba jakiś członek Zakonu Feniksa. Odwróciłem się, a po chwili trafiło mnie zaklęcie...
-Tylko tyle?-zapytał Ron, do tej pory milczący.
-Niestety... Obudziłem się kilka dni temu i na początku nie mogłem w ogóle przypomnieć sobie, co się stało i jak sie tu znalazłem.
-Kiedy Cię wypuszczą?-zapytał Ron.
-Uzdrowicielka powiedziała, że jeszcze w tym tygodniu...
Zapadła cisza.
-Cieszę się, ze nic poważnego ci się nie stało-powiedziałam.
-Brakowało nam ciebie-dodała Hermiona.
-I wreszcie wszystko będzie tak jak dawniej...
***
Nie mogłam uwierzyć w to, że Harry'emu nic już nie jest. Jutro wreszcie wraca do Hogwartu. Bardzo mi go brakowało. Zwłaszcza, że gdyby ze mną tam nie poszedł, to nic by się nie stało...
***
Kiedy obudziłam się rano, pomyślałam, że dzisiaj wreszcie jest ten dzień... Będziemy mogli porozmawiać, bo od czasu tamtego wypadu do Doliny Godrika nie mieliśmy okazji... Obudziłam Hermionę, ubrałyśmy się i zeszłyśmy do pokoju wspólnego. Siedział tam już Ron.
-Idziemy na śniadanie?-zapytał.
-Tak, jasne. Długo już tu siedzisz?
-Chwilę, nie mogłem spać...
Zaraz po tym, jak Harry trafił do Skrzydła Szpitalnego trzymaliśmy się razem, a potem Ron się "odłączył". Atmosfera była prawie grobowa... Z Hermioną prawie też nie rozmawiałyśmy, tylko wtedy, kiedy trzeba było... Między nimi nigdy nie było takiej więzi, jaka zwykle łączy siostry, zwłaszcza sklonowane bliźniaczki... Jak byłyśmy małe, każda z nas miała swoich przyjaciół, swoją szkołę... Spotykałyśmy się tylko w wakacje. Hermiona jednak najczęściej była u Rona, albo u ojca chrzestnego Harry'ego.
Zeszliśmy na dół do Wielkiej Sali i siedliśmy przy stole. Zaczęłam jeść tosta z dżemem, kiedy wleciały sowy z poranną pocztą. Płomykówka podleciała do Rona.
-To chyba znowu od mamy...
-Pokłóciłeś się z mamą?
-Nie, ale ostatnio bardzo martwi się o Harry'ego... Zaprasza was wszystkich na święta do Francji-powiedział.-Nie wiem jak wy, ale ja jestem głodny-dodał po chwili.
Po śniadaniu poszliśmy na dwugodzinną lekcję transmutacji. Profesor Cartwright już siedziała w klasie.
-Przepraszamy za spóźnienie-powiedziałam.
-Nic nie szkodzi. Dzwonek będzie dopiero za chwilę. Czy moglibyście rozdać każdemu o jednym zwierzaku?-zapytała.
-Oczywiście, pani profesor.
Przez całą lekcje zastanawiałam się, kiedy wróci Harry. Nie mogłam się skupić, chociaż transmutacja jest moim ulubionym przedmiotem. Podczas przerwy na drugie śniadanie musiałam wrócić się do dormitorium po Standardową Księgę Zaklęć. Przeszłam przez dziurę pod portretem Grubej Damy i omal nie wpadłam na...Harry'ego!
-Harry!-krzyknęłam. -Kiedy wróciłeś?
-Godzinę temu. A gdzie Ron i Hermiona?
-Poszli na drugie śniadanie, a ja musiałam wrócić się po ksiażkę... Nawet nie wiesz, jak sie cieszę, że wróciłeś!-powiedziałam, rzucając się mu na szyję i przytulając mocno.
-Idziemy do Wielkiej Sali?-zapytał.
-Jasne.
***
-Wiesz Nat, chyba będziemy musieli porozmawiać.
Siedzieliśmy wszyscy przed kominkiem w pokoju wspólnym. Nikomu nie chciało się odrabiać prac domowych zadanych przez nauczycieli, ale była to smutna konieczność.
-Może się przejdziemy?-zapytał.
Chce porozmawiać... Ciekawe, o czym? Ale on chyba nie chce zerwać? Nie po tym, jak myślałam, ze nie żyje i że to przeze mnie?! Chyba mi tego nie zrobi?!
Na którymś blogu czytałam, że jest źle, jeżeli czytelnicy muszą czekać na opowiadanie miesiąc. A wy musieliście czekać półtorej. Półtorej. Tak jest zawsze. Głównie przez moje lenistwo. Tydzień temu byłam na koloniach i nie pisałam wtedy opowiadania i jakoś tak zeszło trochę, zanim zmusiłam się do przepisania notki… A że wyjeżdżam już w następny piątek, to chyba nie skomentuje waszych chyba przez jakieś najbliższe dwa tygodnie…
A tak na marginesie to…
ZAPRASZAM NA KONKURS©
Tak więc ogłaszam konkurs na opowiadanie. Ma być wymyślone. Może być na podstawie np. książki. Temat jest ogólnie dowolny, ale powinno być związane z wakacjami, chociaż nie koniecznie. Musicie nadać tytuł temu opowiadaniu. Jego długość nie może przekraczać 4 stron w Wordzie pisanych Arialem o wielkości 12px.
Nagrody będą przyznawane za:
=> pomysłowość
=> oryginalność
=> i… nie wiem, za co jeszcze, ale coś wymyślę
Oprócz tego wyłonię trzy najlepsze pracę. Dla każdej osoby będzie dyplom za udział w konkursie. Dla laureatów będą jakieś nagrody, tylko jeszcze nie wiem, co. Może szablon lub jakiś dodatek? Dalszych informacji udzielam przez komunikator Gadu-Gadu lub przez maila. Ewentualnie możecie pytać w komentarzach. Aha, i jeszcze jedna uwaga. Jak ktoś będzie wysyłał mi pracę (no właśnie, zapomniałam dodać: prace wysyłacie na maila!immortal15@poczta.onet.pl), to niech poda adres bloga, czy czegoś takiego. Myślę, ze to już wszystko.
Życzę powodzenia.
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział X-Pogrzebana nadzieja
>>Data:poniedziałek, 18 czerwca 2007
>>Godzina:13:45:57
>>komentarze [8]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
W poprzednim rozdziale:
Dziewczyny od razu zaczęły piszczeć. Jak dzieci. Ciekawe, z kim pójdą Ron i Hermiona? Razem? Nie, chyba nie... A ja? Z kim pójdę? Jeżeli Harry się nie obudzi, to pewnie przesiedzę cała noc w dormitorium.
***
-Nie Harry. Nigdzie nie idziemy.
-Nie!
-Puść.
-Nie chcę, żeby znowu ci się coś stało!
-Nie! Słyszysz?!
-Boję się o ciebie!
***
Otworzyłam oczy. Stały nade mną Hermiona, Lavender i Parvati.
-Natalie, co się stało?-spytała Hermiona.
-Krzyczałaś, że czegoś nie chcesz…-dodała Parvati przerażonym głosem.
-To chyba tylko sen… Która jest godzina?
-W pół do drugiej.
Stały w swoich piżamach jeszcze chwilę, a potem popatrzyły się na mnie i poszły spać.
***
Obudziłam się bardzo wcześnie. Leżałam i zastanawiałam się nad swoim życiem. Tak sobie myślałam, ze powinnam w końcu powiedzieć Hermionie cała prawdę. Powinnyśmy porozmawiać. Ona się ostatnio bardzo zmieniła… Często znika, nie mówiąc gdzie idzie… W myślach układałam naszą rozmowę i marzyłam, abym nigdy nie musiała jej wypowiadać. Wiem, że nie będę miała odwagi jej wypowiedzieć. Ale muszę to zrobić. Jeżeli nie dzisiaj, to jutro, za tydzień, miesiąc, rok… Kiedyś na pewno.
Była już prawie ósma, kiedy dziewczyny wreszcie się obudziły. Zanim zjadłyśmy śniadanie, minęły jeszcze prawie dwie godziny. Parvati i Lavender poszły do Hogsmeade razem z większością uczniów Gryfindoru. Zostałyśmy same. Ron poszedł do biblioteki, żeby odrobić pracę domową z zaklęć. Teraz byłby najlepszy moment. Ale nie, jest za wcześnie… Nie przejdzie mi to przez gardło… Dobrze, że zostałam obdarowana uczuciami, a nie jestem robotem, który nic nie czuje… Chyba najpierw ja sama powinnam zrozumieć to wszystko na nowo. Długo nie mogłam uwierzyć w całą tą historię… Nie mogłam uwierzyć w istnienie tego czegoś, czym, kim, jestem. Ale musiałam pogodzić się z tym…
Po śniadaniu dołączyłyśmy do Rona i odrabialiśmy razem prace domowe. Wszyscy milczeli.
-Nad czym się tak zastanawiasz?-spytałam Rona.
Właśnie miał mi odpowiedzieć, gdy do biblioteki weszła jakaś dziewczynka i zapytała:
-czy to ty jesteś Hermiona Granger?
-Tak, ja-odpowiedziała jej.
-Razem z Natalie Granger i Ronaldem Weasleyem macie przyjść do gabinetu prof. McGonagall.
Po czym wyszła.
Byliśmy tak zaskoczeni, że przez chwilę nikt się nie poruszył. Na pewno chodziło o Harry’ego.
-Chodźcie, idziemy-powiedziałam.
Zeszliśmy do McGonagall. Zapukałam i w drzwiach ukazała mi się profesorka.
-Wchodźcie. Mam dla was niezbyt przyjemną wiadomość. Harry się obudził, ale niestety nic nie pamięta. Chyba stracił pamięć. Boimy się, ze może zrobić coś głupiego. Hm… Chcecie iść do niego?
-Oczywiście-odpowiedziała Hermiona.
Po chwili byliśmy już koło Skrzydła Szpitalnego. Bałam się wejść do środka. Bałam się zobaczyć, co tam zastanę. Mieć przyjaciela, który cię nie pamięta…
Ron wszedł pierwszy. Podszedł do niego i powiedział:
-Cześć Harry.
Ale on udawał (?), że nie słyszy. Albo nie słyszał. Zachowywał się tak, jakby nas nie zauważył. Nagle zaczął coś mówić:
-Nie! Zostaw mnie! Teraz jest już za późno! Trzeba było to zrobić dużo wcześniej, a nie teraz! Będziemy w pułapce, nie dociera do ciebie?!
Wyglądał, jakby mówił to do kogoś. Jednak tu nie było nikogo oprócz nas, pielęgniarki i McGonagall. Wszyscy stali teraz obok jego łóżka. Harry musiał kogoś widzieć! Albo mówił przez półsen. Był taki…dziwny… Nie był sobą. Nic do niego nie docierało. Mówił jakieś głupoty, nic poza tym. Po 10 minutach opadł bezsilnie na poduszki i zasnął. Siedzieliśmy przy nim jeszcze trochę, a potem wyszliśmy. Usłyszeliśmy jeszcze, jak McGonagall pyta się, co mają zrobić. Powinni go chyba przewieźć do Św. Munga…
***
Harry nie obudził się już ani tego, ani następnego dnia. Pani Pomfrey zdecydowała, ze najlepszym rozwiązaniem jest przewiezienie Harry’ego Niby wszyscy bardzo martwią się Harry’m, ale ja byłam dziwnie spokojna. Coś podpowiadało mi, że wszystko będzie dobrze i już niedługo Harry do nas wróci.
***
Wciąż nie mogłam zdobyć się na powiedzenie Hermionie prawdy. Nie przeszło by mi to przez gardło. Kiedyś będę musiała to zrobić… Jak się dowie, to będzie wściekła, że nie powiedziałam jej tego wcześniej…
Od autorki:
Wreszcie zmusiłam się do przepisanie kolejnego rozdziału pamiętnika. Strasznie opornie mi to szło. Mam nadzieję, że nie jest gorszy od poprzednich. Już niedługo wakacje i będę miała więcej czasu. A teraz próbuje nauczyć się obsługi świetnego programu, jakim jest GIMP. Na razie umiem już robić ruchome avatary;). Myślę, ze to wszystko co miałam wam do powiedzenia:) , wiec zapraszam do komentowania;)
A tak na marginesie to…
ZAPRASZAM NA KONKURS
Tak więc ogłaszam konkurs na opowiadanie. Ma być wymyślone. Może być na podstawie np. książki. Temat jest ogólnie dowolny, ale powinno być związane z wakacjami, chociaż nie koniecznie. Musicie nadać tytuł temu opowiadaniu. Jego długość nie może przekraczać 4 stron w Wordzie pisanych Arialem o wielkości 12px.
Nagrody będą przyznawane za:
=> pomysłowość
=> oryginalność
=> i… nie wiem, za co jeszcze, ale coś wymyślę
Oprócz tego wyłonię trzy najlepsze pracę. Dla każdej osoby będzie dyplom za udział w konkursie. Dla laureatów będą jakieś nagrody, tylko jeszcze nie wiem, co. Może szablon lub jakiś dodatek? Dalszych informacji udzielam przez komunikator Gadu-Gadu lub przez maila. Ewentualnie możecie pytać w komentarzach. Aha, i jeszcze jedna uwaga. Jak ktoś będzie wysyłał mi pracę (no właśnie, zapomniałam dodać: prace wysyłacie na maila!immortal15@poczta.onet.pl), to niech poda adres bloga, czy czegoś takiego. Myślę, ze to już wszystko.
Życzę powodzenia.
P.S. Pracuję nad nowym wyglądem bloga:)
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział IX-Śmierć nadzieji
>>Data:niedziela, 29 kwietnia 2007
>>Godzina:15:14:06
>>komentarze [10]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
W poprzednim rozdziale:
-Gdybym umarł...-powiedział Harry przerażonym głosem-...pamiętaj, że cię kochałem-to mówiąc pocałował mnie.-Weź teraz pelerynę niewidkę i załóż ją-dodał po chwili.
Dał mi płaszcz. Ubrałam się w niego. Chciałam coś powiedzieć, ale zaraz po ubraniu rzucił na mnie zaklęcie i nie mogłam się poruszyć. Bałam się o niego. Przecież sam nie da sobie rady! A ja nie mogę mu pomóc... Tak, jak w tym śnie... Widziałam jak dobiegli do nas śmierciożercy. Usłyszałam jakieś krzyki. Zaraz po tym straciłam przytomność.
Dwa tygodnie później
-I co?
-Co z nimi?
-Nie wiem.
-Patrzcie!
-Na co?
-Poruszyła się!
-A on?
-Nie on. Ona.
-Natalie?
Otworzyłam oczy. Byłam chyba w Skrzydle Szpitalnym. Leżałam na łóżku zasłoniętym kotarą. Nade mną stała McGonagall, Flitwick i Slughorn. Po chwili weszła też Sprout
-Co się stało?-zapytałam.
-Zostaliście zaatakowani przez śmierciożerców. Zanim nasz oddział do was dotarł, to... Myśleliśmy, że oboje byliście martwi. Nie wiedzieliśmy, że ty też tam jesteś. Dopiero Harry... Zdążył powiedzieć, że gdzieś pod peleryną-niewidką jesteś ty...
Zdążył powiedzieć? Znaczy, że on... nie żyje? Zamiast ratować siebie, ochronił mnie... Zaczęłam płakać. to było silniejsze ode mnie.
-Natalie, co się stało?-zapytała mnie prof. McGonagall. Jak to, co?! Czy oni wszyscy nic nie rozumieją?!
-Dlaczego pani się pyta? Przecież Harry...
-Nie żyje?-wpadła mi w słowo nauczycielka.- Przecież nikt tak nie powiedział. Żyje, to jest pewne, ale nie wiemy jeszcze, co mu jest. Na razie śpi.
Odżyła we mnie nadzieja.
-A ile czasu my tu jesteśmy?-zapytałam.
-Dwa tygodnie. Zastanawialiśmy się właśnie, co mamy zrobić. Chcieliśmy przenieść was do św.Munga. Twoi rodzice są w moim gabinecie.
-Aha, a czy Harry'emu coś się stało?
-Stracił przytomność, zaraz po tym, jak go znaleźliśmy... Od tamtej pory śpi. Panna Granger i pan Weasley przychodzili tu codziennie. A teraz, Horacy, proszę, idź powiadam państwa Granger i Ronalda Weasleya-tymi słowami zwróciła się do Slughorna.
Spróbowałam wstać, ale nie dałam rady. Zakręciło mi się w głowie. Bolały mnie wszystkie kości. Nie mogłam się poruszyć. Skrzydło Szpitalne opustoszało. za parawanem stała tylko pani Pomfrey.
-Co mi jest?-zapytałam.
-Po prostu jesteś zmęczona. Myślę, że nic ci nie jest-odpowiedziała mi pielęgniarka.
-A co z Harry'm? Wyjdzie z tego?
-Musi się najpierw obudzić. Teraz nic ci nie powiem, bo sama nic nie wiem.
Zostałam sama. na łóżku obok mnie leżał Harry. Wyglądał jak martwy. Podpięty był do jakiegoś dziwnego urządzenia. Nie mogłam na niego spojrzeć... Jeżeli sie nie obudzi, to będzie moja wina! Tylko i wyłącznie moja! Po chwili przyszli rodzice. Mama prawie rzuciła się mi na szyje. Powiedziała, ze cieszy się, że nic mi nie jest. Ale ja byłam nieobecna. Myślałam o Harry'm. Potem wpadła Hermiona. Wpadła prawie dosłownie.
-Ty żyjesz!-krzyknęła. -Obudziłaś się! Nareszcie! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy!
-Żyję, jeszcze. Ale jeżeli dalej będziesz tak piszczeć, to nie pożyję zbyt długo-odparłam z uśmiechem.- A gdzie Ron?-zapytałam.
-Na korytarzu. Zawołać go?
-Jasne.
Przyszedł i opowiedziałam im całą historię. Pominęłam tylko pewne fragmenty. No to przyjdzie czas. Kiedyś, ale nie teraz.
***
Przez cały najbliższy tydzień Hermiona i Ron przychodzili codziennie. Kiedy wreszcie wróciłam do wieży Gryfindoru, byłam pewna, ze teraz moje życie nie ma żadnego sensu. Stałam się mrukliwa i łatwo wybuchałam złością albo płaczem. nie potrafiłam się śmiać. Chodziłam na lekcje, uczyłam się, odrabiałam nawał prac domowych. Gdy tylko miałam wolny czas, siedział u Harry'ego w Skrzydle Szpitalnym. Nie docierało do mnie to, że siedzenie przy nim w niczym nie pomoże. Byłam załamana. Całkowicie.
***
Minęły kolejne dwa tygodnie. Harry nadal się nie obudził. Nie wiedziałam, co mam robić. Nie tylko ja się denerwowałam. Hermiona i Ron też chodzili przygnębieni. Powoli zbliżało się Boże narodzenie. Pierwsze spędzone w całości z Hermioną, ale bez rodziców.
Może to trochę głupie, że to ja się tak przejmuje Harry'm. Ale po tym, co dla mnie zrobił... Znam go przecież krótko, nawet nie pół roku... Mimo wszystko, nie mogłabym o nim tak zapomnieć. O nikim nie mogłabym zapomnieć. Ja tak nie potrafię. On przez te kilka miesięcy stał się częścią mojego życia. Nieodłączną. Tak jak Ron i inni. Tutaj każdy z nich tworzył fragment, którego nie da sie zastąpić czymś innym...
***
Kiedy w któryś grudniowy poniedziałek czekaliśmy przed klasą na transmutację, przyszła do nas McGonagall i powiedziała, że od dzisiaj będzie nas uczyć inna nauczycielka, prof.Cartwright. Pewnie ona nie daje sobie rady. Nauczycielka, dyrektorka Hogwartu... Jeszcze po tym wszystkim, co się stało... Hermiona zastanawiała się kiedyś, dlaczego nie zamknęli tej szkoły. Mieli tak zrobić... A Harry miał tu nie wrócić...
Święta Bożego Narodzenia zbliżały się nieuchronnie. McGonagall, jakby chcąc zatrzeć ślady w pamięci uczniów, zorganizowała Bal Bożonarodzeniowy. W Pokoju Wspólnym na tablicy ogłoszeń pojawiła się krótka notatka:
Dnia 26 grudnia odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy dla klas IV-VII. Obowiązkowe szaty wyjściowe...
Dziewczyny od razu zaczęły piszczeć. Jak dzieci. Ciekawe, z ki pójdą Ron i Hermiona? Razem? Nie, chyba nie... A ja? Z kim pójdę? Jeżeli Harry się nie obudzi, to pewnie przesiedzę cała noc w dormitorium.
Od autorki: No nareszcie zmusiłam sie do przepisania:) I jak wam się podoba?;) Czekam na komentarze!:)
P.S. Musiałam założyć ochronę przed spamem:( Wiem, ja też tego nie lubię, ale jeszcze bardziej nie lubię tych głupich komentarzy:(

Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:***
>>Data:sobota, 28 kwietnia 2007
>>Godzina:21:01:13
>>komentarze [0]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Witam wszystkich po tak długiej przerwie. I bardzo za nią przepraszam, ale... nie miałam zbyt wiele czasu na pisanie. Ale mam już nowy rozdział i muszę tylko skończyć go przepisywać. A jak wam się podoba nowy szablon? ;) Sklonowałam Hermionę z innego obrazka i wkleiłam do nowego. Chyba nie jest najgorszy...?
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział VIII-Widziane, ale nie przewidziane
>>Data:niedziela, 4 marca 2007
>>Godzina:19:39:40
>>komentarze [16]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Notkę dedykuję Klaudii bo piszę super opowiadanie i fajnie się z nią gada:)
W poprzednim rozdziale:
Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam. Myślałam o mnie, o Harry'm, o mnie i o Harry'm i w ogóle o wszystkim i wszystkich. Kiedy wreszcie zasnęłam powtórzył się sen z przed kilku tygodni. O tym, że Harry umiera, a ja nie mogę mu pomóc. Obudziłam się zlana potem, ale już po chwili uświadomiłam sobie, jak jest na prawdę. Zasnęłam znowu. Byłam jakby...inna. Przez całe wakacje miałam lekkiego doła, z resztą nie z byle jakich powodów. Szłam do nowej szkoły, w której nie znałam nikogo oprócz Hermiony. Tęskniłam za Arawis, moją najlepszą przyjaciółką.. Przez wszystkie lata trzymałyśmy się razem. Ja spokojna, milcząca i raczej opanowana, ona gadatliwa, otwarta, prawdziwa dusza towarzystwa.
Gdy obudziłam się rano, poczułam, że to najwspanialszy dzień w moim życiu. Byłam taka szczęśliwa! Mogłam śpiewać i tańczyć! Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie jest jakimś głupim snem. Że nie obudzę się w środku nocy i dowiem się, jak jest prawda. Wstałam i ubrałam się. Hermiony znowu nie było w dormitorium. Gdzie ona chodzi o dziewiątej rano? Może poszła po prostu na śniadanie? I tylko mi wydaję się to dziwne, że ciągle jej nie ma? Że znika? Może jest w bibliotece? Nie, odpada, o tej porze w niedziele nie ma tam nikogo. Poszłam na śniadanie. Gdy wróciłam, na łóżku siedziała Hermiona i czytała książkę.
-Hermiona! Gdzie ty do diabła byłaś?!
-Nie krzycz, bo obudzisz Parvati i Lavender-odpowiedziała spokojnym głosem.
-Nie odpowiedziałaś mi.
-Musiałam załatwić pewną sprawę. Jadłaś już śniadanie?
-Tak. Jak chcesz to mogę iść z tobą jeszcze raz.
Zeszłyśmy do Pokoju Wspólnego. Na fotelach koło kominka siedzieli Ron i Harry, zastanawiając się nad czymś.
-Cześć dziewczyny-powiedzieli obaj jednocześnie.
Ron zaraz po tym zaczął ziewać.
-Cześć. Co wy tacy zaspani jesteście?
-A jak mamy nie być, skoro poszliśmy spać o drugiej w nocy, a jest dopiero dziewiąta. Idziecie na śniadanie?
Harry, Ron i Hermiona poszli razem do Wielkiej Sali, a ja zostałam. Siadłam na fotelu. Na kominku palił się wesoło ogień. Słychać było delikatne trzaski. Słońce powoli zalewało zamkowe komnaty, wywołując uśmiech na twarzach uczniów. Ale to nie był taki zwykły uśmiech. W tym jednym małym geście można było wyrazić wszystkie uczucia władające nami w jednaj chwili. Radość, rozleniwienie... Jednak my nie mogliśmy sobie pozwolić na leniuchowanie. Przez wczorajszą balangę przy ognisku, prawie nikt nie odrobił prac domowych. Stwierdziłam, że lepiej od razu się wezmę do nauki. Poszłam na górę do dormitorium po książki i siadłam w Pokoju Wspólnym.
***
Pogoda wydawała sie być piękna tylko przez okno. Na zewnątrz wiał wiatr, a w okolicach drugiego śniadanie chmury zasłoniły słonce i zaczął padać śnieg. Musiałam jeszcze napisać esej z numerologii. Rolka pergaminu. I jeszcze dokończyć tłumaczenie runów. Po pół godziny wrócili Harry i Ron. Powiedzieli, że Hermiona musiała iść do biblioteki. Do biblioteki? W niedziele? Czy to nie przypadkiem kolejna wymówka? Przyszła jednak po chwili, zostawiła książki w dormitorium i znowu gdzieś poszła. Na moje pytanie, gdzie idzie odparła:
-Zaraz przyjdę, zostawiłam coś chyba w Wielkiej Sali.
Przysiadłam sie do Parvati i Lavender, które o czymś głośno plotkowały. Za głośno.
-O czym tak rozmawiacie?-zapytałam.
-Jak to o czym? Podobno chodzisz z Harry'm-usłyszałam.
-Chodzę. I co? Czy już cała szkoła o tym wie?
Byłam trochę zła, bo nie wszyscy muszą znać wszystkie szczegóły mojego życia prywatnego. Chociaż Harry nie jest jakimś szczegółem. Jest częścią. Dość dużą częścią.
***
Najbliższy tydzień był najwspanialszy w moim życiu. Moim życiu i Harry'ego. Po skończonych lekcjach w piątek Harry zapytał się mnie, czy moglibyśmy sie gdzieś razem wybrać. Tylko nie powiedział dokąd. Wiem, ze to ma być niespodzianka. Nie chciał zdradzić nic więcej. Zgodziłam się. Mieliśmy się spotkać w pokoju Wspólnym o siódmej. Hermiona znowu gdzieś poszła. Ciekawe, gdzie znika na całe popołudnia. Chociaż własnej rodzonej siostrze bliźniaczce mogła by powiedzieć. ale nie będę nalegać. Może sama coś z siebie wydusi. Kiedyś. Tak wiec o siódmej napisałam Hermionie kilka słów gdzie jestem i zostawiłam kawałek pergaminu na jej szafce nocnej. Zeszłam do Pokoju Wspólnego. Na fotelu obok kominka siedział Harry.
-Cześć-powiedziałam.
Przez cały czas zastanawiałam się co mam powiedzieć na "przywitanie". Nic nie wymyśliłam, więc zostało zwykłe "cześć".
-To co? Idziemy?-zapytał.
-Jasne.
Wyszliśmy po za szkolne błonia.
-Powiesz mi wreszcie dokąd idziemy?
-Nie powiem. Poczekaj chwilę, a sama zobaczysz.
Chwycił mnie za rękę i obrócił się w miejscu. Pomyślałam, że się teleportuje. Znaczy nie tylko siebie, ale i mnie, czyli teleportacja łączna. po chwili zniknęły zaśnieżone błonia zamkowe, a na ich miejsce ukazła się zupełnie inny krajobraz. Mimo tego, że było ciemno, można było zobaczyć góry w oddali.
-Gdzie my jesteśmy?-zapytałam.
-W dolonie Godrika. Tam gdzie wszystko się dla mnie zaczęło. I chciałbym, żeby się skończyło...
-Hermiona opowiadała mi o tym, co się stało kilkanaście lat temu... I nie tylko...
-To miejsce jest magiczne.. Może dlatego, że mieszkają tu sami czarodzieje... To drugie takie miejsce, gdzie nie ma żadnego mugola... A może dlatego, ze ty tu jesteś...-powiedział Harry.
Przytulił mnie do siebie, a potem pocałował. Potem powiedział:
-Tu prawdopodobnie są pochowani moi rodzice. Latem nie zdążyłem odszukać ich grobu, ale muszę w końcu to zrobić...
-A dlaczego teraz chciałeś tu przyjechać...?
-Chciałem pokazać ci to miejsce. Wiedziałem, ze ci sie spodoba-uśmiechnął się i mnie przytulił.
Niby taki mały gest, ale ja czułam się wniebowzięta. Nigdy dotąd nie miałam chłopaka. Niezbyt łatwo nawiązywałam kontakty, szczególnie z chłopakami. Hermiona była bardziej otwarta, ale musiało minąć trochę czasu i musiała kogoś bardzo dobrze poznać, żeby obdarzyć go zaufaniem. Z każdym potrafiła znaleźć wspólny temat. Ja jestem zupełnie inna. Chłopcy do tej pory stanowią dla mnie zagadkę.
-Słyszałaś jakieś trzaski, czy mi się wydawało?-spytał Harry
-Nic nie słyszałam-odpowiedziałam mu, po czym wziął mnie za rękę i poszliśmy dalej.
-Chyba jednak cos tu się dzieje, bo ja tym razem usłyszałam trzaski... Jakby ktoś się teleportował!-krzyknęłam.
Wiedziałam już o co chodzi. Zza drzew wyłonili się śmierciożercy. Byli oddaleni od nas o pięćdziesiąt metrów.
-Gdybym umarł...-powiedział Harry przerażonym głosem-...pamiętaj, że cię kochałem-to mówiąc pocałował mnie.-Weź teraz pelerynę niewidkę i załóż ją-dodał po chwili.
Dał mi płaszcz. Ubrałam się w niego. Chciałam coś powiedzieć, ale zaraz po ubraniu rzucił na mnie zaklęcie i nie mogłam się poruszyć. Bałam się o niego. Przecież sam nie da sobie rady! A ja nie mogę mu pomóc... Tak, jak w tym śnie... Widziałam jak dobiegli do nas śmierciożercy. Usłyszałam jakieś krzyki. Zaraz po tym straciłam przytomność.
Od autorki:
Notka wreszcie się ukazała. Przepraszam za tak długą przerwę, ale to wszystko spowodowane jest szkołą. Nie chwaląc się przedstawię listę sprawdzianów:
=>poniedziałek:biologia (5 marzec)
=>wtorek:fizyka
=>środa:polski
=>czwartek:francuski
=>piątek:informatyka
=>poniedziałek:geografia (12 marzec)
=>wtorek:polski (wypracowanie)
To chyba wszystkie. Taki był też ten tydzień. Nie dziwcie mi się, prosze.
A notka? Chyba trzyma w napięciu, prawda? Mam cicha nadzieję, że tak:) Dziękuje serdecznie za te 27 komentarzy pod ostatnią notką, to prawdziwy rekord na tym blogu:) Pozdrawiam serdecznie!
P.S. A jak tam się podoba nowy szablon??? :P Sama robiłam:)
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział VII-A jednak razem!
>>Data:poniedziałek, 29 stycznia 2007
>>Godzina:14:38:15
>>komentarze [26]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
W poprzednim rozdziale
-A w zeszłym roku miał dziewczynę?
-Tak. Ginny Weasley, siostrę Rona. A teraz, jak wiesz, jest we Francji. Dlatego chodził taki zdeterminowany. Myślał, że jak wróci do Hogwartu to dalej będą razem. Miał nie wrócić, ale zmienił plany...
Dalej już nie słuchałam. Ja głupia myślałam, ze to przeze mnie był zdołowany! Nie przyszło mi do głowy inne rozwiązanie... Musiałam być strasznie samolubna, wiem o tym....
-Hermiona! Idziesz na to ognisko?-zapytałam.
-Przecież to jest wasze ognisko...
-Daj spokój, możemy przecież przyprowadzić osoby towarzyszące, jak to nazwał Ritchie.
-A Harry? Nie idziesz z nim?
-On też tam przecież będzie.
Jednak ognisko nie było tylko dla zwycięskiej drużyny Gryfindoru. Przyszło też wiele innych osób, których chyba nawet nigdy nie widziałam. Z pewnością nie były to osoby towarzyszące. Podobno McGonagall pozwoliła nam siedzieć tu do północy, a reszta(znaczy nie członkowie i ich partnerzy) tylko do dziesiątej. Na razie było tu pełno ludzi. Ognisko dopiero się rozpalało. Jednak z czasem tłum się przerzedzał. O dziewiątej zostali już tylko Demelza Robins i jej koleżanka Leanne, Dean Thomas i Seamus Finigan, Ritchie Coote z kolegą nazywanym Dzikim, Jimmy Peakes z dziewczyną (albo koleżanką), Romilda Vane, Ron, Harry, Hermiona. No i ja. Ognisko było już bardzo wielkie i zalewało nas fala ciepła. Siedzieliśmy na przewróconych pniach drzew, które ktoś przyniósł tu z lasu.
-Fajnie było by przejść się gdzieś, dookoła jeziora...-zaczęłam marzyć.-W blasku księżyca...
W moich myślach brzmiało to trochę inaczej. W wyobraźni widziałam mnie. Ale nie z Hermioną. Tylko z Harry'm...
-No to może się przejdziemy?-zapytał Harry, jakby czytał w moich myślach.
-Jasne.-odpowiedziałam.
Hermiona uśmiechnęła sie do mnie porozumiewawczo. Wiedziała o co chodziło. Ja trochę mniej. To Harry zorganizował ognisko, a nie Ritchie albo Jimmy. Poczułam się trochę dziwnie. Jakby w moim życiu (i sercu) pojawił się ktoś nowy... Szliśmy dookoła jeziora. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos. Głos, który należał do Harry'ego.
-Natalie, czy pamiętasz, co powiedziałem wtedy, w Pokoju Wspólnym?
-Cii-położyłam mu palec na ustach.-Nie mów już nic.
-To znaczy, że...?
-Tak.
Położyłam głowę na jego ramieniu. Wiedział., Ja też wiedziałam. Czy to była prawdziwa miłość? Nagle...pocałował mnie. Tak, jakby chciał coś przez to powiedzieć. Coś więcej, niż zwykłe Lubię Cię.
I love you.
Je T'aime
Te quiero
Ich liebe dich

Czy aby to na pewno do mnie? Zadaje sobie to pytanie i nie mogę znaleźć odpowiedzi. Dzisiaj jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Po chwili uśmiechnął się. Uwielbiam ten jego uśmiech.Nie wiem ile czasu zajęło nam obejście jeziora, ale wiem, że gdy wróciliśmy było strasznie zimno. Hermiona wiedziała co się stało. Z mojego wyrazu twarzy. Tego nie lubię-z mojej twarzy można wszystko odczytać, jak z książki. Siedzieliśmy jeszcze trochę. Ognisko powoli dogasało, ale i tak dawało jeszcze dużo ciepła. I tak pogoda dopisała, zarówno na mecz, jak i na ognisko.. Był już prawie listopad. Gdzieś o północy wróciliśmy do zamku. Raczej zamierzaliśmy wrócić. Kiedy wchodziliśmy, Harry pociągnął mnie za rękę. Poczekałam, aż reszta wyjdzie i spytałam:
-Co się stało?
-Nic.
I zamiast odpowiedzieć do końca, znowu mnie pocałował. To było najwspanialsze uczucie.
***
Do dormitorium wróciłam kilkanaście minut później.
-Natalie, gdzie ty do diabła byłaś?-zapytała Hermiona. Dobrze, że było ciemno, bo nie widziała moich rumieńcy na twarzy i włosów w nieładzie. Ale jakby to ona znowu czytała w moich myślach, zapaliła różdżkę.
Zobaczyła. I powiedział ironicznym głosem:
-Ach. No tak. Po co ja się pytam. Ale nie wierzę. Naprawdę?
-No...chyba tak.
-Moja siostra i Harry Potter...
-Kto ci tak powiedział? Może nie będziemy ze sobą chodzić?
-Jasne, chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz. Przecież wy jesteście w sobie zakochani po uszy.To widać. Myślisz, że jak tu weszłaś, to ja nie wiedziałam, co wy robiliście tam na dole?
-Widziałaś...nas?
-Nie.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
-A co innego moglibyście tam robić sami?Opowiadać sobie bajki na dobranoc?-zażartowała.
***
Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam. Myślałam o mnie, o Harry'm, o mnie i o Harry'm i w ogóle o wszystkim i wszystkich. Kiedy wreszcie zasnęłam powtórzył się sen z przed kilku tygodni. O tym, że Harry umiera, a ja nie mogę mu pomóc. Obudziłam się zlana potem, ale już po chwili uświadomiłam sobie, jak jest na prawdę. Zasnęłam znowu. Byłam jakby...inna. Przez całe wakacje miałam lekkiego doła, z resztą nie z byle jakich powodów. Szłam do nowej szkoły, w której nie znałam nikogo oprócz Hermiony. Tęskniłam za Arawis, moją najlepszą przyjaciółką.. Przez wszystkie lata trzymałyśmy się razem. Ja spokojna, milcząca i raczej opanowana, ona gadatliwa, otwarta, prawdziwa dusza towarzystwa.
__________________________________________
No. To chyba na tyle. Komentujcie!
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział VI-Wyznanie
>>Data:poniedziałek, 25 grudnia 2006
>>Godzina:15:05:21
>>komentarze [17]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Notkę dedykuję Klaudi
W ostatniej notce:
-Na mój gwizdek! Trzy! Dwa! Jeden! Start!
Piętnaście mioteł wzbiło się w powietrze. Obleciałam dookoła boisko. Strzeliłam dwa gole, jednego przepuścił Ron, Demelza wrzuciła do bramki Ślizgonów jeszcze trzy i tym sposobem było 50:10. Po 5 minutach Harry złapał znicza. Mecz się zakończył. Wygraliśmy 200:10.
Jimmy i Ritchie krzyknęli:
-Za pół godziny w Pokoju Wspólnym!
W szatni
-Brawo! Zawsze w was wierzyłem! Wiedziałem, ze wygramy ten mecz! Ron, świetnie broniłeś! Dziękuję naszym ścigającym za zdobycie tych pięciu goli, bo bez nich nie udałoby się nam wygrać z tak dużą przewagą! -mówiąc, popatrzył się na mnie i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech. Nikt chyba tego nie zauważył. Zamiast się przebierać, siedziałam bezczynnie na ławce. Demelza wyszła już z Jimmym, a ja w końcu zaczęłam zdejmować strój do latania.
-Poczekam na was przed wyjściem-powiedział do nas ron.
-OK.
Ale kiedy wyszliśmy, Rona już nie było. Poszliśmy sami. Boisko prawie całkowicie opustoszało, biegła w naszą stronę tylko Hermiona.
-Super grałaś Natalie!-krzyknęła.
-Wiem:)
W Pokoju Wspólnym siedzieli przeważnie członkowie drużyny i kilku uczniów, których jeszcze nie znam.
-O szóstej po południu ognisko pod Wielkim Dębem z okazji zwycięstwa, co wy na to? -powiedział Ritchie.
-Jasne-odpowiedzieliśmy chórem.
To chyba po to mieliśmy przyjść do PW.
***
O 13:00 poszłyśmy z Hermioną, Harry'm i Ronem na lunch, a potem wzięliśmy podręczniki i spróbowaliśmy odrabiać lekcje. Spróbowaliśmy. I nie wyszło za bardzo. Musiałam napisać wypracowanie na temat Zaklęć dekompresyjnych do prof.Filiusa Flitwicka.
***
Czułam w sobie jakąś eksplodującą siłę, że jeżeli nie zrobię nic w stosunku do Harry'ego to zwariuje. Musiałam komuś o tym powiedzieć. Z odrabiania lekcji nic nie wyszło i każdy poszedł w swoją stronę. Ron i Harry do swojego dormitorium, Hermiona do swojego, a ja do biblioteki. Wróciłam do dormitorium. Lavender i Parvati siedziały na łóżku i zapewne plotkowały. Ciekawe tylko, o kim. Hermiona na szczęście była tutaj.
-Cześć Nat-powiedziała.
-Cześć. Możemy pogadać?
-Jasne. Siadaj.
-Może nie tutaj co?
-No to chodźmy się przejść.
Zeszłyśmy na dół i poszłyśmy na błonia. Kiedy przechodziłyśmy przez Sale Wejściową Hermiona zrobiła się cała czerwona. Jak taki pomidorek dojrzewający w pełni słońca. Czyżby dlatego, że przed chwilą mijał nas przystojny Krukon z siódmej klasy? Jednak zanim zdążyłam się jej dokładniej przypatrzeć, rumieniec znikł. Ona zawsze uznawała coś takiego za oznakę słabości. Mówiła, że z jej twarzy można wszystko wyczytać. Za wszelką cenę starała się to ukryć. Tylko nie zawsze jej to wychodziło.
-O czym chciałaś pogadać, siostrzyczko?
-No..., bo...
-Tylko się nie jąkaj, błagam... Nie znoszę tego. O kimś czy o czymś chciałaś porozmawiać?
-O kimś.
-Ale o kim? Imię? Nazwisko?
-Znasz go. No... tak... tak właściwie to o Harry'm.
-No, nareszcie mówisz od rzeczy. A więc tu cie boli... A tak dokładniej rzecz biorąc, to o co chodzi?
-Hmmm... To nie była prawda, jak dałam mu kosza...
-Kłamałaś?
-Nie. Ja tego nie wiedziałam. Uświadomiłam sobie to całkiem niedawno, w Brentwood. Wtedy przez głowę przemknęła mi myśl, co będzie, jak jego zabraknie.
-Odpowiedz mi na jedno pytanie: kochasz go?
-... Tak...
-Szczerze mówiąc, ja też kiedyś się w nim zakochałam.
-Chodziliście ze sobą?
-Nie. On wybrał Cho. I nigdy do tej pory się o tym nie dowiedział. I chcę, żeby tak zostało. To było w czwartej klasie...
-A kto to ta Cho? Jego dziewczyna?
-Była dziewczyna. Skończyła już Hogwart. Chodzili ze sobą w piątej klasie, znaczy Harry był w piątej, ona w szóstej. Pokłócili się w Walentynki i tak naprawdę później nic ich już nie łączyło.
-A w zeszłym roku miał dziewczynę?
-Tak. Ginny Weasley, siostrę Rona. A teraz, jak wiesz, jest we Francji. Dlatego chodził taki zdeterminowany. Myślał, że jak wróci do Hogwartu to dalej będą razem. Miał nie wrócić, ale zmienił plany...
Dalej już nie słuchałam. Ja głupia myślałam, ze to przeze mnie był zdołowany! Nie przyszło mi do głowy inne rozwiązanie... Musiałam być strasznie samolubna, wiem o tym....
___________________________________________________
Wróciłam z nową notką! Napisałam ja już wcześniej i nie dodałam, bo poszłam do kościoła. Było już późno. A mój kochany tatuś wyłączył mi komputer i wszystko straciłam. Mam nadzieję, ze zdąże was teraz powiadomić o notce. A tak właściwie, to ten rozdział miał być tylko dokończeniem poprzedniego, ale nastepny był tak krótki, ze się nie opłacało. A jak podoba się wam nowy szablon? Bo mi nie bardzo. Szukałam jakiejś fajnej grafiki, ale nie znalazłam.
może mi się w końcu uda. A, właśnie życzenia macie od kilku dni, przed tekstem bloga.
Pozdrawiam
Ola ;)
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.
>>Tytuł:Rozdział V- Quidditch górą! cz.1
>>Data:piątek, 17 listopada 2006
>>Godzina:19:11:01
>>komentarze [16]
Świat jest pełen tajemnic, które trzeba odkryć samemu...
Notkę dedykuję miracle-hassle, chłopak z tego bloga pisze fajne opowiadanie.
W ostatniej notce:
Następnego dnia poszliśmy odwiedzić Harry'ego w Skrzydle Szpitalnym. Odzyskał już przytomność, chociaż nie czuł się najlepiej. Codziennie do niego chodziliśmy, choćby na kilka minut z powodu zawału zajęć domowych. Spędzaliśmy tam prawie cały wolny czas. Po tygodniu pielęgniarka wreszcie go wypuściła. Gryfoni powitali go z ogromnym entuzjazmem, ale nikt z nich tak na prawdę nie wiedział, co się stało. Prawdę mówiąc, przez kilka pierwszych chwil, myślałam, ze już nie żyje.
Powoli zbliżał się pierwszy mecz quidditcha ze Ślizgonami. Kiedy któryś z członków naszej drużyny wchodził lub wychodził z Wielkiej Sali uczniowie Slytherina piszczeli i krzyczeli, żeby tylko zwrócić uwagę innnych na daną osobę. Ale mnie to jakoś nie przeszkadza. Kompletnie to ignoruje. Podczas naszej wyprawy do Brentwood niby między mną a Harry'm nic się nie zmieniło, ale kiedy Malfoy zaatakował Harry'ego, byłam pewna, że już nie żyje. Pomyślałam sobie wtedy, że to prze ze mnie chodził taki zdołowany i nie miał ochoty do robienie czegokolwiek, zatracił jakąkolwiek wiarę w siebie. Wiem, że zawsze bardzo lubił grać w quidditcha, a teraz nawet nie chciało mu się prowadzić treningów. Kiedy dotarliśmy do skrzydła szpitalnego i okazało się, że z tego wyjdzie, to przemknęła mi myśl, co bym zrobiła, gdyby on umarł. Świat bez niego byłby pusty, szary i matowy(nie wiem dlaczego taki, ale jakoś to mi tak ładnie wyszło...) Nie miałabym wtedy z kim porozmawiać, bo prawie nikogo jeszcze nie znam. Rozmowy z członkami drużyny też się jakoś nie kleją, a bez niego było by jeszcze gorzej. Harry był i jest duszą towarzystwa i tak na prawdę nie wyobrażałabym sobie życia bez niego. Ja go zawsze bardzo lubiłam, może nawet byłam nim zauroczona... Dopiero teraz zaczęłam sobie to uświadamiać. Skrywałam swoje uczucie. Celowo. Ale tak jakbym tego nie wiedziała. Może to paranoja, ale prawda równocześnie. Myślałam, ze uczniowie będą mówić, że jestem z nim, tylko dlatego, że jest sławny. Teraz to wiem, ale jest już za późno. Nie mogłam uświadomić sobie tego wcześniej?! Będę się za to obwiniać do końca życia. Jeżeli on mnie ... kochał (o ile tak było), a ja dałam mu kosza, to mógłby zrobić coś głupiego, za co ja ponosiłabym całą odpowiedzialność. Przecież kiedy Malfoy go atakował mógł się bronić, a on nic! nawet się nie ruszył! A chodził zdołowany prze ze mnie! Przez nikogo więcej! Jaka ja jestem głupia! Ale cóż, głupota nie boli ... Może jeszcze kiedyś będziemy razem... Może ... A jeżeli on będzie się obściskiwał po kątach z jakaś dziewczyną, to nie zniosę tego! Zrobię wtedy coś najgłupszego, co tylko będzie można.
*********************************************
W przeddzień meczu dla zabicia czasu wzięliśmy się za odrabianie prac domowych. Jednak nikt z drużyny nie był w stanie się skupić. Zaczęliśmy ziewać i jeden po drugim porozchodziliśmy się do swoich pokoi. Długo nie mogłam zasnąć. Kiedy jednak mi się to udało śnił mi się Harry. To był ten sen z przed kilku tygodni, gdzie on umierał, a ja nie mogłam mu pomóc. Obudziłam się zlana potem. Teraz byłam już święcie przekonana, co tak na prawdę do niego czuje. Po chwili zasnęłam znowu.
*********************************************
Wiedziałam, ze coś w moim życiu się zmieniło. Sama dokładnie nie potrafię powiedzieć co. Wstałam, ubrałam się i po cichu zeszłam na dół. Była dziewiąta. Zeszłam do Pokoju Wspólnego. Siedział tam już Harry.
-Cześć.
-Super pogoda jak na mecz, prawda?
-Nie ma chmur, ani wiatru, a Słońce jest w miarę wysoko i nie będzie świecić w oczy. Idealne warunki. Jadłaś już śniadanie?
-Nie. Idziemy?
-Jasne.
Zeszliśmy do Wielkiej Sali. Przechodząc przez drzwi, ktoś krzyknął:
-Patrzcie! Potter i ta nowa Granger!
A Harry jakby chciał potwierdzić jego słowa wziął mnie za rękę i poszliśmy dalej, ale on nic nie powiedział. Po zjedzeniu kilku grzanek poszliśmy z powrotem do Pokoju Wspólnego. Wszystkie dziewczyny jeszcze spały.
Skład tegorocznej drużyny Gryfindoru:
-obrońca: Ron Weasley
-ścigający I: Demelza Robins
-ścigający II: Dean Thomas
-ścigający III: Ja:)
-szukający: Harry Potter
-pałkarz I: Ritchie Coote
-pałkarz II: Jimmy Peakes
Spróbowałam czytać książkę, ale to na nic. Nie potrafiłam skupić swojej uwagi. Może by się tak gdzieś przejść? Zeszłam na dół. Nagle ktoś zaczął mnie wołać.
-Natalie! Poczekaj!-powiedział Harry.-Mogę iść z Tobą?
Poszliśmy. Obeszliśmy jezioro i zrobiło się tak późno, że musieliśmy iść już na boisko. W szatni była tylko Demelza.
-Cześć.
-Jak tam? Gotowa na mecz?-zapytał Harry.
-Jasne. Ale gdzie reszta?
-Pewnie zaraz przyjdą, albo nawet już są.
***
-Na mój gwizdek! Trzy! Dwa! Jeden! Start!
Piętnaście mioteł wzbiło się w powietrze. Obleciałam dookoła boisko. Strzeliłam dwa gole, jednego przepuścił Ron, Demelza wrzuciła do bramki Ślizgonów jeszcze trzy i tym sposobem było 40:10. Po 5 minutach Harry złapał znicza. Mecz się zakończył. Wygraliśmy 190:10.
Jimmy i Ritchie krzyknęli:
-Za pół godziny w Pokoju Wspólnym!
______________________________________________________
Jest to bardzo ważny rozdział w tym opowiadaniu, ponieważ mówi o tym dlaczego tak a nie inaczej i wyjaśnia sprawę Natalie i Harry'ego.
Born from silence, silence full of it
A perfect concert my best friend
So much to live for, so much to die for
If only my heart had a home.